poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 24.

We śnie byłam znowu dzieckiem, szłam wąskim pasem plaży. Moje bose stopy były mokre od przesiąkniętego wodą piasku. Powietrze wypełniał zapach hot dogów i inny różnych fastfood’ów, śmiech i krzyki dzieci. Morze spokojnie falowało. Widziałam siebie jakby z oddali. Miałam na sobie za dużą dziecięcą piżamę. Dół spodni ciągnął się po ziemi. Piasek wchodził między palce u stóp a włosy kleiły się do karku. Niebo było bezchmurne i błękitne a słońce rozgrzewało bezlitośnie moją skórę. Ale moje ciało drżało, idąc w stronę zamazanej postaci, którą widziałam przed sobą.
Gdy się zbliżyłam, postać nagle stała się wyraźna jakbym wyostrzyła aparat fotograficzny. To była moja mama. Stała nieruchomo w białej luźnej sukni którą wiatr bezwładnie miotał w powietrzu. Gwałtownie zatrzymałam się a moje wielkie oczy wpatrywały się w opiekunkę. Ruszyłam osłupiała przyspieszając kroku. Szybko dreptałam małymi stópkami przy czym rozchlapując mokry piasek dokoła mnie, brudząc swoje nogi. Mama rozłożyła ręce i kucnęła aby być na moim poziomie. Będąc już bardzo blisko niej rzuciłam się jej na ramiona a ona objęła mnie i wzniosła na rękach. Obróciła się ze mną kilka razy wokół własnej osi a ja jeszcze mocniej ścisnęłam jej szyję. Zatrzymała się i odchyliła tak że patrzyłyśmy sobie w oczy. Jej twarz w blasku słońca wyglądała pięknie a włosy rozwiane przez wiatr nadawały jej młodszy wygląd. Przez chwile milczałyśmy a cała atmosfera na plaży ucichła.
- Mamo, tęskniłam za Tobą -zaczęłam gładzić jej policzek, małą dłonią.
- Ja za Tobą też skarbie – powiedziała opiekuńczym tonem i ciepło się uśmiechnęła ukazując rząd pięknych, białych zębów - ale wiesz. Ja tylko śpię – jej uśmiech powoli zszedł z jej twarzy.
- To jak mogę Cię obudzić?! –krzyknęłam i delikatnie potrząsnęłam nią za ramiona. Emma, ponieważ tak się nazywała moja mama, podeszła ze mną do wielkiego głazu. Fale delikatnie uderzały o niego rozchlapując wodę na wszystkie strony. Mama ułożyła mnie na kamieniu a ona usiadła obok mnie.
- Kochanie, mnie się nie da obudzić –lekko uśmiechnęła się- Jestem z Tobą, żyję.. –na chwile się zawahała i cicho westchnęła- Tutaj –położyła rękę na moim sercu- i zawsze będę- ucałowała mnie w czubek głowy. Wstała z kamienia i skierowała się w stronę brzegu morza. Obserwowałam uważnie każdy jej ruch. Chciałam ja zatrzymać lecz jakaś siła nie pozwalała mi na to. Emma odwróciła się jeszcze i spojrzała troskliwie na mnie.
-Uważaj na siebie Melanie –uśmiechnęła się. Moje ciało znieruchomiało, nie mogła wykonać żadnego ruchy. Moja dusza tak bardzo pragnęła teraz podbiec do mamy i zatrzymać ją lecz ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie wiedziałam co się ze mną w ogóle dzieje. Kobieta powoli weszła do morza mocząc dół swojej sukni. Nagle udało mi się ruszyć. Natychmiast wstałam z miejsca.
-Mamusiu! –krzyknęłam i wbiegłam do morza. Moje nogi były już zmoczone do kolan. Chciałam iść dalej lecz usłyszałam słaby głos. ‘zostań’. Mama była zanurzona po wyżej pasa a ja znowu nie mogła się ruszyć. Wyciągnęłam rękę przed siebie a mój wzrok stał się nie wyraźny przez łzy.
- Mamo! –pisnęłam dziecięco- Proszę nie odchodź. Kocham Cię–dodałam ciszej wiedząc ze mama mnie już nie słyszy.

Otworzyłam gwałtownie oczy szybko oddychając. Poczułam, że moje ręce są związane za plecami a na ustach mam przyklejoną taśmę. Kompletnie nie wiedział gdzie się znajduję. Spostrzegłam, że leże w dużym aucie. Cała obolała podniosłam się trochę na łokciach i wyczułam obok mnie leżącą postać. Nastolatka. Spała, lub była nieprzytomna, ciężko było mi to określić. Nie wiedziałam co się dzieje. Nagle silnik ucichł i usłyszałam, że ktoś wysiada z przednich siedzeń. Drzwi bagażnika, w którym się znajdowałam gwałtownie otworzyły się. Zamknęłam oczy stwarzając pozory, że nadal jestem nieprzytomna. Poczułam jak ktoś nakłada na moją głowę ciemny, materiałowy worek i bierze na ręce. 
Przez krótki czas czułam, że jestem w powietrzu w czyiś ramionach. Nagle poczułam okropny ból w całym ciele. Ktoś mną rzucił jak jakąś rzeczą na ziemię. Prawdopodobnie znajdowałam się teraz w jakimś obskurnym, cuchnącym magazynie.
- Dobra chłopaki.. mamy już nowe cztery sztuki - usłyszałam niewyraźny głos najprawdopodobniej potężnego mężczyzny.
- Ale chętnych na kupno trochę więcej – teraz odezwał się głos który znam. Głos Marka. Nie trudno się było tego spodziewać. Próbowałam się bardziej skupić na rozmowie między mężczyznami.
- Wiemy – to już drugi nieznajomy głos – Mark. Co robimy?
- Przygotujcie więcej pokoi, ja zajmie się resztą – odparł Mark. Najprawdopodobniej był przywódcą tego całego jakby gangu. Nie wiem nadal co się dzieje, o co chodzi i dlaczego jestem tutaj, skneblowana. Ktoś się do mnie zbliżył i nagle odsłonił twarz, ściągając ten śmierdzący worek z głowy.
- Nasza królewna się obudziła? – w słabym świetle zauważyłam Marka. Patrzył na mnie z góry - chłopcy zostawcie nas samych - ruchem ręki wypędził ich z pokoju. Wziął z pod ściany dwa krzesła i ustawił je na środku pokoju naprzeciw siebie.- Zapraszam – wskazał na jedno krzesło. Cała obolała podniosłam się. Wolnym tempem podeszłam do krzesła i usidłam. Chłopak uklęknął przede mną i chwycił za końcówkę taśmy. Powoli odkleił ją i usiadł na swoim miejscu.
- Czego chcesz? – powiedziałam nieśmiało. Mark zaśmiał się szyderczo.
- Spójrz na mnie – powiedział opanowany. Wzrok nadal miałam wbity w podłogę.- Spójrz na mnie! – krzyknął.
-Widzę że szybko można Cię rozwścieczyć – zakpiłam i spojrzałam na niego przymrużając oczy.
- Zły początek mała – powiedział złowrogo.
-Czego chcesz? – powtórzyłam pytanie. Mark zacisnął pięści oraz swoją szczękę, wstał gwałtownie i stanął nade mną.
- Czego chce? –wysyczał- Twojego cierpienia Melanie.. – powiedział tajemniczo po czym powoli rozluźnił spięte ciało. - Przez parę lat cierpiałem przez ciebie, teraz chcę żebyś ty poczuła to samo.
- N..nie rozumie cię- szepnęłam zdziwiona - Co ja ci takiego zrobiłam? –mój ton zrobił się żałosny, napełniony smutkiem a do szeroko otworzonych oczu naleciały słone łzy – O co ci w ogóle chodzi? – dodałam i spojrzałam na niego od dołu.
- O przeszłość.. – klęknął tak aby nasze twarze były na tej samej wysokości - O naszą przeszłość Gray.
- C..co? –jęknęłam a moje ciało znieruchomiało - Możesz mi do jasnej cholery to wytłumaczyć? Nie rozumiem – cała zszokowana starałam się aby mój głos stał się spokojny ale nie dałam rady. Po moich policzkach zleciały nie opanowane łzy.
-Wytłumacz mi – nalegałam. Niedbale pociągnęłam powietrze przez nos próbując uspokoić swoje zachowanie.
- Nie teraz – wstał i założył kaptur na głowę - Na dziś wystarczy – wolnym krokiem skierował się do drzwi.

- Nie! Zaczekaj! –krzyknęłam za nim. Zaczęłam szarpać rękoma żeby uwolnić je z mocnego ścisku. Chłopak gwałtownie się zatrzymał - Powiedz mi do cholery co się dzieje! – mój głos odbił się echem po pustym pokoju. Mark odwrócił się w moją stronę. Z jego miny nie mogłam nic odczytać. Otworzył usta chcąc coś powiedzieć ale od razu się wycofał i zamknął je. Kiwną głową, jakby dając komuś znać, odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, zostawiając mnie tak mi się zdawało samą. Po paru sekundach ogarnęła mnie ponownie ogromne zmęczenie a oczy same się zamknęły.

*

HARRY'S P.O.V

O drugiej nad ranem obudził mnie dzwonek mojego telefonu, kiedy dostrzegłem że dzwonił Louis zerwałem się pospiesznie z łóżka. Przekazał mi, że znaleźli miejsce w którym prawdopodobnie znajdował się Mark z całą ekipą. Miejsce było oddalone cztery godziny drogi od Londynu. Jedynym sposobem żeby sprawdzić czy tam właśnie jest Melanie, było pojechanie tam. Takim właśnie sposobem siedziałem już zniecierpliwiony w samochodzie Tommo. Jechaliśmy dobrą godzinę w zupełnym milczeniu. Za oknem pędzącego samochodu wznosiło się słońce, ulice były opustoszałe nic dziwnego było całkiem wcześnie. Odwróciłem swój wzrok i spojrzałem na Louisa, miał zaciśnięte usta w wąską linie, a dłonie stanowczo zaciskał na kierownicy. Cholernie się denerwowałem, nie miałem pojęcia w jakim stanie znajduję się teraz Melanie. Przerażało mnie to.
Po niespełna dwóch męczących godzinach, dojechaliśmy na miejsce. Tomlinson wskazał dłonią na kiwający się we wszystkie strony, stary znak.
- Tam musimy się dostać, ale już nie samochodem - powiedział mocno zachrypniętym głosem.
Pokiwałem tylko głową, na znak że rozumiem. Zaparkowaliśmy na poboczu, wyskakując szybko z auta. Uważnie zlustrowałem okolicę dookoła, wokół przewijały się zniszczone budynki i zardzewiałe blaszane garaże, nie wyglądało na to że tu ktokolwiek mieszkał. Naprawdę nieprzyjemnie.
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i weszliśmy na wąską ścieżkę pomiędzy drzewami. Louis szedł przodem, prowadząc. Chwilę później przed nami pojawił się wysoki budynek z ciemniej cegły, przed nim stały dwa czarne vany o identycznych rejestracjach które namierzył Louis. Koło samochodów kręciło się czterech umięśnionych facetów. Ukryliśmy się za wysokimi krzewami, pozostając niezauważonymi.
- Mamy skurwiela - mruknął pod nosem Tommo, zadowolony ze swojej roboty.


 Przeczytałeś? Skomentuj, daje nam to ogromną motywacje x

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 23.

HARRY'S P.O.V

Czekałem na parkingu dobre dwadzieścia minut. W dłoni ściskałem czerwoną, pojedynczą róże, nie wiem dlaczego ale poczułem że muszę jaką kupić. Zamierzałem także dziś zabrać Melanie na kolacje. Mogę przyznać się bez bicia że od paru dni byłem najszczęśliwszym facetem na ziemi, mając przy sobie Mel. Jest dla mnie cholernie ważna.
Zatrzasnąłem drzwi od samochodu i zacząłem szukać drobnej dziewczyny wzrokiem. Kręciłem się wokół, oczekując na nią. Może jej coś wypadło, musi zostać dłużej i nie słyszy telefonu. Stąpałem z nogi na nogę nerwowo dudniąc palcami po masce samochodu. Nerwowym gestem wyciąłem komórkę z kieszeni dżinsów i wybrałem jej numer. Nic. Ponownie odezwała się poczta głosowa. Cholera, powinna tu już być, siedzieć w moim samochodzie dobrą godzinę temu. Zadzwoniłem do Danielle jak i Lucy próbując dowiedzieć się czegokolwiek, jednak to na nic się to nie zdało. Obiecałem dać im znać, jeśli czegoś się dowiem i zapewniłem żeby nie martwiły się. Nie zostało mi nic innego jak pójście do miejsca w którym pracuje Melanie. Tam też nic nie wiedzą. Widzieli tylko jak dziewczyna wychodziła tylnymi drzwiami dla pracowników. Pospiesznie schodziłem po tych samych schodach, chcąc dostać się jak najszybciej do wyjścia. Na drodze stanął mi mężczyzna
- To przejście dla pracowników - oznajmił stając naprzeciw mnie.
- Szła tędy niska, drobna brunetka? - zignorowałem jego słowa, oczekując odpowiedzi na moje zadane pytanie. Zawsze warto zapytać.
- Tina Lee czy Melanie Gray? Znam tylko dwie niskie brunetki pracujące w tej części budynku - wymamrotał, chwytając jedną ze szczotek stojącą obok niego.
- M-elanie - zachłysnąłem się powietrzem - Wiesz dokąd szła, z kim, gdzie i o której? - zasypywałem go setkami pytań. Zdziwiło mnie to że jakiś koleś sprzątający galerie zna większość osób tu pracujących.
- Zwolnij chłopcze - podrapał się po karku, jednocześnie poprawiając swój kołnierz od szarego uniformu. - Wychodziła stąd, a raczej biegła. Nie zwróciła na mnie uwagi. Widziałem tylko kontem oka jak stała na rogu ulicy, a potem szła z jakimś facetem, tyle ją widziałem.
Zakląłem pod nosem. Wyszyłem prędko z budynku nagle desperacko potrzebując zaczerpnąć powietrza. Obawiałem się najgorszego.
Wyciągnąłem z powrotem telefon i tym razem wybrałem numer Tomlinsona, jedynie on mógł zrobić coś w tej sprawie.
- Harry? Co jest? - zapytał zachrypniętym głosem, tak jakby się właśnie przebudził.
- Louis - czułem jak w moim gardle rośnie wielka gula - Mealnie. Nie ma jej nigdzie, zniknęła.
Słyszałem tylko głuchą cisze, a potem ciężkie westchnięcie.
- Kurwa - wymruczał pod nosem Louis - za dziesięć minut u mnie - po tym się szybko rozłączył.
Nie czekając na nic wsiadłem do samochodu i popędziłem prawie już pustą autostradą w stronę mieszkania. Nie wiedziałem co w tej chwili czuję. Nie potrafiłem określić tego czy to była ulga, bo Louis mógł się czegoś dowiedzieć czy jeszcze większe przerażenie bo Melanie groziło niebezpieczeństwo.

*

Po dziesięciu minutach zjawiłem się w domu Louisa, rozpracowując plan działania. Miałem cholerne szczęście znając Tomlinsona. Był obeznany w tym co robi, nie ma co. Znał się doskonale na swojej robocie. Wyjaśniłem mu wszystko co dziś zaszło, każdy najmniejszy szczegół. Po upływie niespełna godziny, Louis wraz ze swoją ekipą która zjawiła się tu kilkanaście minut, odnaleźli pewien dowód. Niedaleko Golden Street w godzinach wieczornych zatrzymał się czarny van, z tym numerem rejestracji którego szukali. O kolejnych informacjach będę dowiadywał się na bieżąco. Jeżeli Mel, nie wróci do domu w przeciągu co najmniej 24 godzin, wtedy będą mogli rozpocząć oficjalne śledztwo. Louis zapewnił mnie, że jeśli dziewczyna rzeczywiście zaginęła, znajdą ją.


26 godzin, tyle już minęło odkąd zniknęła Melanie. Żadnych śladów, żadnych wiadomości. Nic.





Rozdział 23 jest dość krótki, ale tak teraz wyszło. Kolejnego możecie się spodziewać znacznie dłuższego.

Przeczytałeś? Skomentuj, daje nam to ogromną motywacje x

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 22.

- Śpisz? – głos Harry'ego był zaledwie szeptem, ale w ciemnym pokoju zabrzmiał jak krzyk.
Przekręciłam się w łóżku, żeby spojrzeć na miejsce, gdzie chłopak leżał na podłodze. Ciemny tobołek zwinięty w gnieździe koców i poduszek. Jego  obecność cudownie wypełniała przestrzeń pokoju. Nie sądziłam żebym mogła jeszcze, kiedykolwiek zasnąć.
- Nie.
- Mogę Ci zadać pytanie?
- Już to zrobiłeś.- uśmiechnęłam się do siebie. Chłopak zamilkł rozważając moje słowa.
- W takim razie, mogę zadać ci dwa pytania?
- Już to zrobiłeś – powtórzyłam i szerzej się uśmiechnęłam. Harry jęknął i rzucił w moim kierunku jedną z małych poduszek z sofy. Poszybowała łukiem przez oświetlony blaskiem księżyca pokój i pacnęła nieszkodliwie tuż obok mojej głowy.
- A więc taka jesteś mądra? – powiedział głośniej. Jego głos nie stracił swojej seksownej chrypki. Uśmiechnęłam się szeroko w ciemności.
- Okej już będę grzeczna. Co chcesz wiedzieć? – ułożyłam się bokiem i popatrzyłam na niego.
- Kim był ten facet? – wyszeptał. Czułam zaciekawienie w jego głosie, wyczułam napięcie w jego ciele, mimo że dzieliła nas przestrzeń. Wsunęłam się głębiej pod koce, chowając się przed tym co powiedział.
- Nie wiem – skłamałam prawie niesłyszalnym tonem i cicho westchnęłam.
- Jak możesz nie wiedzieć? – wzruszyłam ramionami choć nie mógł tego zobaczyć. Podniósł się na łokciach. – Mel.. kto to był? – jego ton spoważniał. Postanowiłam że powiem mu prawdę, zależało mi na nim i w tej kwestii nie chciałam go skłamać. Odchrząknęłam i powoli wychyliłam moją głowę spod koców.
- A więc.. – zaczęłam cicho- gdy byliśmy na pogrzebie twojej mamy wtedy zaczepił mnie jakiś chłopak. Pamiętasz? – spojrzałam na niego w ciemności ale jedyne co zauważyłam to błysk w jego szmaragdowych oczach.
- To był on? – zapytał ze zdenerwowaniem. – Melan…- przerwałam mu.
- Czekaj, daj mi skończyć – powiedziałam łagodnie.- Tak to był on i od jakiegoś czasu spotykałam się z nim na nijakich kursach. Nie spodziewałam się że przyjdzie na tą imprezę a zwłaszcza przyczyni się do.. – tym razem on mi przerwał.
- Nie musisz kończyć – powiedział i wciągnął powietrze przez zęby. – czemu nie powiedziałaś mi że się z nim spotykasz? – zapytał zmartwiony.
- Nie pytałeś… - niechętnie odpowiedziałam i odwróciłam wzrok na moje dłonie jakby stały się teraz najbardziej ciekawą częścią mojego ciała. Chłopak wygramolił się ze swojego prowizorycznego łóżka i staną przy oknie balkonowym.
- Harry.. –wyszeptałam i spojrzałam przez ramie na chłopaka. Światło księżyca oświetlało jego wspaniale wyrzeźbiony, nagi tors. Jego loki rozwalone były w każdą stronę. Spojrzał na mnie. – Dziękuję. – uśmiechnął się i objął swoimi ramionami chude ciało.
- Nie masz za co, księżniczko.
- Mam. – powiedziałam i podniosłam się do pozycji siedzącej. – uratowałeś mnie… znów – dodałam. Nieśmiało się uśmiechnęłam i okryłam ramiona ciepłym kocykiem.
- Zależy mi na tobie Mel, moim obowiązkiem jest to aby nie stała ci się krzywda. – podszedł bliżej łóżka na którym się znajdowałam i uklęknął tak że był na wysokości ze mną.
- Nie wracaj na podłogę… chodź tu do mnie – poklepałam dłonią miejsce na łóżku obok mnie.
- Mel jest trzecia w nocy i nie zmieszczę się… - zaczął.
- Po prostu właź- odpowiedziałam nieco głośniej niż chciałam. Przesunęłam się robiąc, tyle ile mogłam miejsce chłopakowi. Harry posłusznie chwycił jedną z poduszek leżący na podłodze. W przyćmionym świetle mogłam zauważyć że jeszcze wahał się. – Pośpiesz się bo noc się skończy – zaśmiałam się cicho a chłopak ułożył poduszkę obok mojej i ułożył się powoli na łóżku. W ułamku sekundy przyciągnął mnie do swojego ciała i zamknął szczelnie przestrzeń między nami. Nawet nie wiedziałam kiedy…zasnęłam w jego ramonach.


HARRY'S P.O.V

Obudziłem się gwałtownie. Przez chwile leżałem nieruchomo, mrugając i starając się określić co wyrwało mnie ze snu. Wspomnienia wydarzeń poprzedniego wieczoru, wróciły gdy uświadomiłem sobie że to nie dźwięk mnie obudził, ale dotyk. Dłoń spoczywająca na moim ramieniu. Melanie obróciła się we śnie a ja nie mogłem przestać wpatrywać się w jej palce na mojej skórze. Przekręciłem się na bok i przez jakiś czas po prostu patrzyłem jak ona śpi. Głęboki, równy oddech wprawiał w drżenie miękkie i delikatne włosy na poduszce. We śnie wyglądała na absolutnie pewną swojego bezpieczeństwa. To też odczuwałem jako subtelne zwycięstwo. Długo tak wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę. Powoli i delikatnie pogładziłem jej gładki policzek. Pod wpływem mojego ruchu powoli otworzyła zaspane oczy. Jej źrenice rozszerzyły się gdy popatrzyła prosto na mnie.
-Nie chciałem Cię obudzić – wyszeptałem i zabrałem z powrotem moją rękę. Jej włosy były trochę skołtunione z jednej strony a z drugiej idealnie przylegały jej do twarzy. Ciemne oczy wypełniały nieskrytą niewinność.
-Nic nie szkodzi – powiedziała ciszej ode mnie, prawie niesłyszalnie. Znowu zamknęła oczy i westchnęła. Zaśmiałem się lekko.
- Jak samopoczucie? – ciekawsko zapytałem. Nie chciałem jej denerwować bo wczoraj przesadziła z alkoholem więc pewnie by narzekała, ale jej odpowiedź była zupełnie inna niż się spodziewałem.
- Szczerze mówiąc, naprawdę nie jest źle- jej poranna chrypka była bardzo seksowna. Otworzyła oczy i powoli podniosła się na łokciach. – chociaż głowa mnie trochę boli- powiedziała niepewnie. Zaśmiałem się. –Harry.. –zaczęła.
- Hmm?- popatrzyłem na nią z zaciekawieniem poprawiając ciepłą poduszkę pod głową.
- A co z Cono…
- Hej – przerwałem jej – nie rozmawiajmy teraz o nim. Nie chce się denerwować od samego rana – powiedziałem zrezygnowanie i schowałem twarz w dłoniach.
Mel opadła z powrotem na łóżko i zaczęła masować swoją głowę. Popatrzyłem na nią kątem oka i nachyliłem się nad nią.
- Umieram z głodu – zacząłem – co powiesz na jakieś śniadanie? – ucałowałem jej policzek i odgarnąłem koc ze swojego ciała. Wstałem, spojrzałem na telefon aby sprawdzić która godzina. Dziesiąta. – Mam nadzieje że masz na później do pracy, bo jak nie to już jesteś spóźniona – oglądnąłem się za siebie aby na nią spojrzeć.
- Dziś mam na dwunastą, jeszcze mam trochę czasu. – nie wyszła z łóżka, wyglądała jakby nie miała ochoty stamtąd wychodzić.
- Chodź, chodź królewno, śniadanie samo się nie zrobi - powiedziałem cwaniacko, przeczesując swoje zwichrzone włosy. - Umieram z głodu.- zawołałem. Mel sturlała się z łóżka i stanęła przy mnie w krótkich spodenkach i czarnej bokserce. Jej włosy spoczywały na chudych ramionach. Chwyciła je wszystkie szybkim ruchem i związała w niedbałego koka. 
- No to chodźmy - wyszeptała i ciepło uśmiechnęła się w moją stronę. Tak wyraźnie czułem jej dotyk na moich plecach. gdy wypychała mnie z sypialni. Stąpając lekko, weszliśmy razem do kuchni. Światło słoneczne, zbyt jaskrawe, wlewało się przez duże, szklane drzwi tarasowe odbijając się od białego kuchennego blatu oświeciło nasze twarze tak, że obydwoje musieliśmy przymrużyć oczy. Mel podeszła do okna i zasłoniła powoli rolety. 
- Tak lepiej - powiedziała z ulgą i uśmiechnęła się szeroko. Zacząłem wyjmować produkty z szafek.Gdy poruszałem się po kuchni, Melanie chodziła za mną niczym cień. Kątem oka zauważyłem że mi się przygląda ale myślała że tego nie widzę. Uśmiechnąłem się sam do siebie i oblizałem powoli wargę. Powoli usiadła na blacie koło kuchenki gdzie właśnie wbijałem jajko na patelnie. 
- Czemu się tak przyglądasz? - zapytałem i wbiłem kolejne jajko.
- To słodkie że robisz mi śniadanie - powiedziała jakby w transie. Dodałem kilka przypraw i zacząłem mieszać posiłek. Odstawiłem drewnianą łyżkę aby jajecznica do końca się ścięła i podszedłem bliżej dziewczyny. Położyłem ręce na jej udach i lekko rozchyliłem je na boki. Stanąłem między nimi i objąłem ją w tali. Pocałowałem ją. A dokładniej musnąłem jej usta moimi. Jej opuszki palców przejechały po moim policzku co spowodowało dreszcze na moim ciele. Nie mogłem zrozumieć tego dlaczego ona tak na mnie działa. Błyskawicznie oderwaliśmy się od siebie gdy właśnie w tej chwili dwa tosty wyskoczyły z tostera. Popatrzyła na mnie i zachichotała. Wróciłem do jajecznicy i przerzuciłem ją na talerz. Usiedliśmy razem przy okrągłym stole i w zupełnej ciszy jedliśmy śniadanie.
-Smakowała Ci? - zapytałem gdy wziąłem dwa talerze i włożyłem do zmywarki.
- Najlepsza jaką kiedykolwiek jadłam - podeszła do mnie i ucałowała w policzek - dziękuję Haroldzie.
-Zawsze do usług! - powiedziałem poważnie i zaśmiałem się. 

* 

Odpięłam pas i westchnęłam ciężko. 
- Musze już iść - powiedziałam - Ale nie chce. 
- Będę tutaj czekał na ciebie po pracy, obiecuje - popatrzył na mnie ciepłym wzrokiem.
Musnęłam delikatnie wargami usta Harry'ego i wyszłam z samochodu pospiesznie. 
Dzień w pracy mijał mi wyjątkowo szybko, nim się zorientowałam dochodziła już siedemnasta o której miałam wyjść z pracy. Pożegnałam się z koleżanką ze stanowiska, która pracowała dziś wraz ze mną i wyszłam tylnym wyjściem dla pracowników. W między czasie dostałam wiadomość od Conora, na samą myśl dostałam gęsiej skórki. Otrząsnęłam się i przeciągnęłam palcem po ekranie, odblokowując telefon. Z wiadomości wynikało, że mężczyzna czekał już na mnie na dole. 
- Witam panno Gray - podał mi dłoń, którą niechętnie uścisnęłam. Och, więc teraz jesteśmy na pan i pani. - Nie chciałbym zawracać głowy, ale potrzebuję pani podpisu w dokumentach, odnoszących się do szkoleń. Czy mogłaby pani podejść do mojego biura teraz? - zawahałam się i lekko kiwnęłam głową. Za chwile miał się tu pojawić Harry, odbierając mnie z pracy. 
- Jeśli to nie potrwa długo, to tak - dodałam owijając ciaśniej szalik wokół szyi.
- Z pewnością nie - odpowiedział a na jego ustach wymalował się cwany uśmiech. - Proszę za mną.
Szłam tuż za Conorem dotrzymując mu kroku, wiatr wzmagał na sile i jedyne o czym marzyłam to siąść z ciepłą herbatą przy kominku. Zatrzymaliśmy się parę metrów dalej przy wysokiej kamienicy. Nie byłam pewna co do tego miejsca i miałam złe przeczucia. Mężczyzna otworzył przede mną drzwi przepuszczając mnie w progu, na chwiejnych stopach powoli przeszłam obok niego. Ciężkie, drewniane drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a moim ciałem momentalnie wstrząsnęło. Melanie spokojnie, to tylko wiatr - mówiłam w myślach sama do siebie.
- Dlaczego tu tak ciemno? - zapytałam cichym głosem. 
Nie odpowiedział mi nikt, głucha cisza. O co tu do cholerny chodzi. Obejrzałam się za siebie, nic. Nikogo nie było. Naprzeciw siebie usłyszałam szuranie, a następnie głos. Kurwa.
- Melanie, skarbie - moje całe ciało zaczęło niekontrolowanie drżeć, kiedy światło rozbłysło w rogu pokoju a moim oczom ukazał się on. Mark, przeplatający między swoimi placami scyzoryk z taką łatwością, jakby to było nie wiadomo co. 
- Nawet nie próbuj uciekać. - po tych słowach poczułam jak dwoje mężczyzn chwyta mocno moje ramiona. Zaczęłam się wyrywać, kopać, krzyczeć, lecz nic to nie dało.
W pewnym momencie zaczęło mi gwałtownie wirować w głowie, a moje myśli były zdezorganizowane, kiedy moje kończyny stały się wiotkie, a mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Umysł pracował coraz ciężej, obraz rozmazywał się niewyobrażalnie. Moje powieki stały się ciężkie i opadały coraz bardziej jakby ważyły co najmniej tone, aż w końcu stała się ciemność, otchłań, czarna dziura, z której już nie mogłam się wydostać.




Przeczytałeś? Skomentuj, daje nam to ogromną motywacje x

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 21.

    Stojąc tak blisko niej, czułem mocny zapach alkoholu lecz zbytnio się tym nie przejmowałem. Wiedziałem, że już trochę wypiła. Wtuliła się we mnie swoim malutkim, drobnym ciałem. Objąłem rękoma jej talię przybliżając ją bliżej mnie. Poruszaliśmy się wolno w rytm muzyki. Nachyliłem się nad nią.
- Wszystkiego najlepszego kochanie - wyszeptałem jej do ucha, całując ją delikatnie w policzek. Poczułem że uśmiechnęła się pod wpływem mojego ruchu. Najważniejsze dla mnie było to że jestem teraz tu z nią, nic innego się nie liczyło. Byłem spokojny wiedząc, że jest przy mnie. Bezpieczna.  Niechętnie oddaliłem nasze ciała od siebie i spojrzałem jej w oczy. Nie widziałem dokładnie jej twarzy ponieważ w sali panował półmrok. Dłonią pogładziłem jej policzek i odgarnąłem kosmyk jej włosów za ucho - Tęskniłem – powiedziałem posyłając jej delikatny uśmiech. Dziewczyna ułożyła swoje ręce na moim torsie i uśmiechnęła się szczerze w moją stronę. Jej uśmiech był najpiękniejszym uśmiechem na świecie. Była dziewczyną, w której ciężko było się dopatrzeć jakichkolwiek wad.
- Ja również Harry – powiedziała prawie niesłyszalnie i niepewnie się zaśmiała.
- Co cie tak śmieszy? – powiedziałem wesoło i uśmiechnąłem się ukazują rząd białych zębów. Kochałem gdy to robiła. Gdy była szczęśliwa i uśmiechnięta, taką Melanie uwielbiałem.
- Nic.. Po prostu przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie- znów się zaśmiała.
- Wiesz.. – zacząłem. Złapałem jej dłoń i splotłem nasze palce razem. – Gdy wtedy, pierwszy raz cię spotkałem. Wiedziałem, że jest coś w tobie niezwykłego – wpatrywałem się w nasze splecione dłonie i od razu przeniosłem wzrok na dziewczynę. 
Domyśliłem się, że jej policzki zaczerwieniły się na moje słowa. Nic nie odpowiedziała. – Pójdę po coś do picia – oznajmiłem i powili wysunąłem dłoń od niej – Zostań tutaj – nachyliłam się nad nią i  musnąłem delikatnie ustami jej policzek.

*

   Stałam na środku sali patrząc jak chłopak odchodzi. Rozglądnęłam się po lokalu. Nagle zauważyłam w tłumie, że drzwi wejściowe się otworzyły i ktoś szybkim krokiem wszedł do środka, popychając ludzi i przepychając się. W pewnym momencie obrał kierunek w moją stronę. Miał na sobie czarną bluzę. Niestety nie wiedziałam kto to ponieważ na głowę miał założony kaptur. Szczerze, trochę się przestraszyłam. W połowie drogi 'tajemniczy gość' ściągnął nakrycie z głowy tak że bez trudu mogłam poznać że to Conor. Podszedł do mnie bliżej, dysząc ciężko.
-Wszystkiego najlepszego – powiedział radośnie wręczając mi małą ozdobną torebkę, w której zapewne znajdował się prezent. –W końcu cię znalazłem, mam nadzieje że ci się spodoba – powiedział patrząc na podarunek. Otworzyłam pudełeczko w którym znajdowała się piękna biżuteria.
- Piękne – nie oderwałam wzroku z prezentu i uśmiechnęłam się do siebie. W końcu spojrzałam na niego – Nie spodziewałam się, że przyjdziesz – uśmiechnęłam się i skierowałam się z chłopakiem kilka kroków dalej. Stanęliśmy koło wielkiego filara.
-A jednak! Dan powiedziała żebym wpadł. Więc pomyślałam, czemu nie? – uśmiechnął się szeroko. Byłam wręcz zaskoczona że przyszedł na tą imprezę, ale w końcu to znajomy, chyba mogę tak powiedzieć. Od jakiegoś czasu podczas wszystkich kursów w których już uczestniczyłam, polubiłam Conora. Był bardzo sympatyczny i potrafił mnie rozbawić.
- Cieszę się że przyszedłeś - uśmiechnęłam się – Tam jest bar, jeśli chcesz coś do picia to śmiało! – wskazałam w tamtą stronę. Myślałam że znajdę tam wzrokiem Harry’ego ale niestety zbyt duża ilość osób uniemożliwiła mi to.
- Dzięki! A ty nie chcesz? – zapytał z zaciekawieniem patrząc cały czas na mnie jego przenikliwy wzrok wywoływał u mnie dyskomfort.
- Lepiej nie, już i tak trochę przesadziłam. - uśmiechnęłam się i zaczęłam bawić się moimi palcami z lekkiego zdenerwowania. Mój oddech trochę przyspieszył. Conor nie był dziś taki jak kiedyś. Zachowywał się inaczej. – Mam nadzieje, że nie jesteś rozczarowany imprezą? -  chciałam przerwać niezręczną cisze między nami.
-Nie, przyszedłem przed chwilą – wyszeptał chłopak. Zbliżył się do mnie i musnął palcami mój policzek. - Zapowiada się świetnie.
Uniósł moją twarz. Byłam zbyt zaskoczona, żeby się poruszyć. Nawet kiedy nachylił się ku mnie, dopiero trochę później uświadomiłam sobie, co Conor robi. Odruchowo zamknęłam oczy, kiedy jego wargi musnęły delikatnie moją szyję, przeprowadzając mnie o nieprzyjemny dreszcz. Nagle zapragnęłam być tulona i całowana, ale w głębi siebie wiedziałam, że nie przez Conora. Moje serce przyspieszyło, poczułam jak alkohol buzuje w mojej krwi mieszając się ze zdenerwowaniem. Przez to nie mogłam odepchnąć chłopaka. Byłam zbyt przerażona i sparaliżowana tym co się dzieje. Nagle przyciągnął mnie bliżej siebie i oplótł rękoma moją talię nie spuszczając ust z mojego ciała. Włosy Conora załaskotały mnie w policzek. Nie były tak jedwabiste jak u Harry'ego, ale równie miękkie. Jego usta powędrowały wyżej. Zaczął całować moje usta. Poczułam, że od razu chce pogłębić pocałunek. Zaczęłam odpychać go od siebie, ale on tylko przyciągnął mnie bliżej siebie, na co zaczęłam się wyrywać. Nie byłam świadoma co on robi. Co ja robię. To było dla mnie nierealne. Jedną ręką powiódł palcami po owalu mojej twarzy. Jego dotyk był delikatny mimo zgubień na opuszkach. Chciał mnie uwieść, wiedziałam to. Teraz myślałam tylko o Harrym, gdzie on w ogóle jest? Byłam bezsilna żeby odepchnąć od siebie Conora. Zdrętwiałam, ale usta chłopaka napierały na moje wargi, jednak ja nie oddawałam pocałunku. Czekałam jak chłopak sam zaprzestanie działania. Nagle dopadło mnie przerażenie jakbym zrobiła ufny krok do przodu i runęła w czarną otchłań. Odsunęłam się od Conra tak gwałtownie, że omal się nie potknęłam.
- Melanie? – jego oczy błyszczały w ciemności  – Melanie, co się stało?
- Przestań – warknęłam na niego, własny głos brzmiał słabo w moich uszach. – Ja.. nie powinnam… nie.. – jęknęłam przerażona.
- Za daleko się posunęliśmy? Możemy zwolnić… - chwycił mocno moje dłonie i przyciągnął blisko siebie. Nasze twarze się prawie stykały. Chłopak delikatnie popchnął mnie na filar. Moje plecy przylegały do zimnej ściany. - Przestań, zostaw mnie - wykrzyczałam.
Moje ciało było bezsilne. Poczułam namiętny dotyk Conora. Ręką powiódł ku mojej piersi. Lekko ją ścisnął. Z moich ust wydobył się krótki jęk, co chłopaka znacznie podnieciło. Nagle zza szumu muzyki usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. Z chwili na chwile głos stawał się bardziej wyraźny.
-Melanie!- Conor odszedł ode mnie i spojrzał za siebie. Gdy tylko to zrobił ktoś mocno uderzył go w twarz, a jego ciało osunęło się po moim na podłogę. To był Harry. Przerażonym wzrokiem wzrokiem spojrzałam na niego. Chłopak szybko wyciągnął rękę w moją stronę dając znak żebym do niego podeszła. Ostrożnie obeszłam ciało Conora.  Od razu wtuliłam się w tors Harry'ego. 
-Dziękuję.. -powiedziałam płaczliwym tonem. Znów mnie uratował. Do moich oczu napłynęły łzy. Popatrzyłam przed siebie na podłogę. Conor, leżał prawdopodobnie nieprzytomny lub starał się zebrać do kupy. Na ten widok jeszcze bardziej przytuliłam się do chłopaka i wciągnęła powietrze przez zęby. 
-Shhh.. Mel spokojnie. Już jesteś bezpieczna - Objął mnie i pocałował czubek głowy. Spojrzałam jeszcze raz na leżącego przede mną chłopaka i powoli uwolniłam się z uścisku Harry'ego. Podeszłam bliżej Conora.
- Melanie idziemy - szybko chwycił moją dłoń i popatrzył w moje przerażone oczy.
Obejrzałam się dookoła siebie. Ludzie nie zwracali uwagi na  to co się w obecnej chwili działo. Najwidoczniej nie dostrzegli, chłopaka leżącego na ziemi. Pokiwałam głową.
- Muszę się pożegnać - zaciągnęłam się mocniej ciężkim powietrzem panującym w tym pomieszczeniu. Chwyciłam chłopaka za rękę i ruszyliśmy do strefy VIP.


 - Idziemy stąd... - warknął Harry, czekając aż z wszystkimi się pożegnam i podziękuję za przybycie.  Złapał mnie szybko za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Zanim jeszcze wyszliśmy z lokalu zatrzymałam się gwałtownie w miejscu gdzie leżał Conor, lecz go już tam nie było.
Harry objął jedną ręką moją talie i dają mi znać żebyśmy już ruszyli . Od razu moje ciało zadrżało pod wpływem chłodnego powietrza. Harry nadal był zły, wiedziałam to. Szedł tak szybkim tempem, że czasem musiałam szybciej przebierać nogami. Wyciągnął z kieszeni kluczyki i otworzył swoje auto. Usiadłam na miejscu pasażera. Gdy chłopak wsiadł do samochodu ściągnął swój garnitur i podał mi. Ubranie było za duże lecz ciepłe i wygodne. Od razu zrobiło mi się lepiej. Odpalił auto i powoli wyruszył z parkingu. Jechaliśmy z dość szybką prędkością.
- Możesz trochę zwolnić? -zapytałam niepewnie ale Harry nie zwrócił na mnie uwagi i nie próbował nacisnąć hamulców. Rozumiem że był wściekły ale trochę szacunku do mnie mógł wyrazić. Właśnie przejechaliśmy skrzyżowanie. - Do mojego domu jedzie się w drugą stronę - powiedział tym razem pewnie z nadzieją, że chłopak powie cokolwiek.
- Dziś śpisz u mnie - powiedział chłodno i zacisnął uścisk na kierownicy. Westchnęłam i oparłam się o siedzenie. Z małej kopertówki wyciągnęłam telefon.

'Nie wrócę do domu na noc, nie martw się. Mel xx'


Mam nadzieję, że resztę nocy szybko minie bo nie mam zamiaru się użerać z wkurzonym Harrym. Tym bardziej, że nie wiem kim jest Conor.




Przeczytałeś? Skomentuj, daje nam to ogromną motywację x

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 20.

Wiemy, że większość z was zabije nas za ponad miesięczną nieobecność...Przepraszamy, naprawdę bardzo! Pewne sprawy wymknęły się spod kontroli, że tak to ujmę. Zadajemy sobie sprawę że dużo osób czekało na kolejny rozdział, ale brak czasu i weny uniemożliwiał nam to. Wynagrodzimy wam to w postaci szybciej dodawanych rozdziałów. Dziękujemy za taką ilość wyświetleń, oraz za wszystkie komentarze, nie wiecie ile radości sprawia czytanie ich! Jesteście niesamowici.




Wszystkie kursy na które byłam umówiona z niejakim Conorem przebiegały w miarę spokojnie. Danielle, oznajmiła mi że kontaktował się z nią mężczyzna, lecz jej kursy będą dopiero po tym jak ja skończę swoje. Spotkania odbywały się w biurze Conora, trwały zazwyczaj godzinę. Minęły już prawie dwa tygodnie od czasu uczęszczania na pierwsze szkolenia. Nie spotykałam się z Harrym przez ten czas, wymienialiśmy się jedynie krótkimi wiadomościami. Mogę przyznać się bez bicia, tęskniłam za nim cholernie bardzo. Pomaganie Lucy w domu, praca, treningi i te szkolenia zawalały mi codziennie głowę, nie miałam ani odrobiny wolnego czasu dla siebie. Ciężko jest mi się skupić na moje pracy. Ale jeszcze ciężej mi jest mi skupić się, kiedy masz do obsłużenia masę klientów, a nieustannie w twojej głowie siedzą te szmaragdowe oczy i bujne brązowe loki Harry'ego. Wyrwałam się z transu i starałam się zrobić to co w mojej mocy, by obsłużyć ludzi ustawionych w kolejce do kasy. Tak bardzo starałam się rzeczywiście słuchać i odpowiadać racjonalnie osobie, która do mnie mówiła, lecz mój umysł zatracił się w swoim własnym wyobrażonym świecie. Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak odbędzie się moje spotkanie z Harry po prawie dwu tygodniowej przerwie. Albo co na siebie włoży, czy pachnie nadal tak cudownie że można się zatracić od razu w tym zapachu, czy jego usta nadal są takie miękkie, pełne i smakują miętą. Na moich policzkach poczułam wypieki, schyliłam głowę by zakryć rumieniec włosami. Kiedy ostatni klient wyszedł, Danielle zamknęła sklep. Oparłam łokcie o blat i podniosłam głowę na słowa Dani:
- Coś się stało? - zapytała, układając stertę rozrzuconych ciuchów.
- Co? Oh...nic. Po prostu jestem zmęczona - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się leniwie do przyjaciółki.
- W takim razie idź do domu, dokończę sama, już niewiele mi zostało - wskazała ręką na sklep.
Pokiwałam z wdzięcznością głową i ucałowałam Danielle w policzek. Zanim wyszłam, rzuciła mi krótkie 'uważaj na siebie'.
Odetchnęłam głęboko, kiedy weszłam do mieszkania czując ten charakterystyczny zapach. Przywitałam się z Lucy i wzięłam gorący prysznic. Moje zmęczenie dawało, o sobie coraz bardziej znać. Po założeniu na siebie piżamy i zgaszeniu wszystkich świateł w pokoju, padłam brzuchem na łóżko, a kiedy moja głowa ułożyła się na bawełnianych poduszkach odpłynęłam od razu w głęboki sen.


Odwróciłam się w drugą stronę by pozbyć się denerwującego brzęczenia koło ucha. Moje oczy powoli się otworzyły, ale od razu je zmrużyłam kiedy promienie słoneczne, raziły mnie niemiłosiernie. Rzuciłam rękę na stolik nocny, mając nadzieję że kiedy wyciągnę ją wystarczająco daleko, to nie będę musiała przenosić całego ciała w tamtym kierunku. Po chwili wyczułam pod swoją dłonią wibrujące urządzenie i przyłożyłam je do ucha. Policzek nadal leżał na miękkiej poduszce gdy wymamrotałam powitanie.
- Halo? - moje powieki zamknęły się ponownie, ale po chwili otworzyłam je spoglądając na rząd cyferek na zegarku. Jęknęłam kiedy dostrzegłam dziewiątą rano.
- Melanie! - pisnęła dziewczyna, od razu poznałam że to Danielle - Gotowa? - dodała podekscytowana.
Aż podskoczyłam, kiedy przypomniałam sobie że to dziś byłam umówiona z przyjaciółką na zakupy, na które już zbierałyśmy się od dłuższego czasu. To był jej urodzinowy prezent dla mnie. Obiecała, że kupi mi sukienkę i zajmie się imprezą urodzinową, którą sama postanowiła zorganizować już w tą sobotę. Został tylko jeden dzień do przyjęcia.
- Ta..tak - powiedziałam w trakcie szukania jakichkolwiek ubrań - Zaraz będę gotowa.
- Świetnie, przyjadę po ciebie za dziesięć minut - zachichotała i rozłączyła się.
Rzuciłam telefon na łóżko i biegiem skierowałam się do łazienki. Po upłynięciu niecałych dziesięciu minut, Danielle przyjechała, czekając cierpliwie zanim doprowadzę się do porządku.



Po przymierzeniu przeróżnych rodzajów, ubrań nadal nie wybrałam nic odpowiedniego dla siebie. Danielle obrzucała mnie tysiącami sukienek, spódnic, aby upewnić się że będę wyglądała wyjątkowo na sobotniej imprezie. Nie byłam przekonana co do tego, ale zgodziłam się widząc tak zaangażowaną i przejętą dziewczynę, która starała się za wszelką cenę mieć idealnie wszystko wykonane.
Dostałam jedną z ostatnich sukienek, byłam już do granic możliwości wykończona. Przeszłyśmy przez całe centrum handlowe, w poszukiwaniach sukienki i dodatków do tego. Niby nic, a jednak człowieka męczy.
- Melanie, wyjdź! - zawołała już któryś raz z rzędu zniecierpliwiona Danielle.
- Nie jestem pewna tej sukienki - odpowiedziałam jej po chwili z przymierzalni.
Sukienka, która obecnie widniała na moim ciele była cała czarna i mocno obcisła. Sięgała do połowy ud, dzięki wycięciu na plecach odsłaniała łopatki i poszczególne partie kręgosłupa, co dodawało kobiecości.
-Oh! No wyjdź w końcu, chce cię zobaczyć! - krzyknęła dziewczyna.
Jęknęłam pod nosem i rozsunęłam materiał napotykając szeroko otwarte oczy przyjaciółki. Jej usta był lekko otwarte i wydostał się z nich krótki pisk.
- Jest aż tak źle? - przygryzłam wargę i odwróciłam się w stronę lustra.
- Źle?! - przełknęłam ślinę, czekając na opinię, spodziewałam się najgorszego ale to co usłyszałam zbiło mnie z tropu. - Jest perfekcyjnie! - niemalże krzyknęła z podekscytowania. Obeszła mnie dookoła, przyglądając się najmniejszemu szczegółowi.
- Nie sądzisz..hm że jest - zaczęłam niepewnie - No nie wiem zbyt...skąpa? - odwróciłam się w jej stronę.
- Skąpa? - zachichotała Danielle - Nie, jest idealna - przełożyła moje włosy na jedno ramię i założyła wcześniej upatrzoną biżuterię. - Wyglądasz olśniewająco. Chce zobaczyć minę Harry'ego, kiedy cię zobaczy. - zaśmiała się.
Schyliłam głowę próbują uniknąć jej spojrzenia na moich różowych policzkach. Zasunęłam kotarę za sobą i wzięłam głęboki oddech. Kiedy Danielle rozmawiała przez telefon, zdążyłam się przebrać i ruszyć wraz z nią do kasy. Zapłaciła za wszystko, za co jej ogromnie podziękowałam i zaprosiłam na obiad, przynajmniej w jakimś małym stopniu mogłam się jej odwdzięczyć.
- Pamiętaj, jutro godzina osiemnasta, przyjedzie po ciebie mój znajomy i cię odbierze. Bądź gotowa! - powiedziała dziewczyna, kiedy wysiadałam z samochodu.
- Oczywiście, dziękuję jeszcze raz za wszystko. - ucałowałam ją w policzek i wyszłam.
Nie miałam pojęcia do Danielle wymyśliła, kogo zaprosiła ale wiedziałam że będę się świetnie bawić.


*


Muzyka w klubie rozbrzmiewała tak głośno, że aż wszystko dookoła wibrowało. Jedyne światło było dostępne wokół stoiska DJ'a oraz baru. W całym pomieszczeniu panował półmrok, a migające co jakiś czas światła oświetlały niektóre partie klubu. Przebiłam się przez zatłoczoną część i ruszyłam za nieznaną mi kobietą do strefy VIP, tak jak poleciła mi Danielle. Kiedy tam dotarłam, dostrzegłam grupę ludzi którzy jak tylko mnie ujrzeli zaczęli wykrzykiwać i rzucać się na mnie z urodzinowymi życzeniami. Byłam zachwycona i jednocześnie zaskoczona tym że Dan, pamiętała o moich przyjaciołach z liceum. Wszyscy, tak jak myślałam zaprosiła, nawet Louisa dostrzegłam przy barze krzyczącego do barmana zamawiając napoje. Jednej osoby brakowało, tej z kasztanowymi lokami i hipnotyzującym spojrzeniem.
- Harry się trochę spóźni - krzyknęła Danielle, widząc kiedy zaczęłam się rozglądać. Skinęłam tylko głową.
Wypiliśmy kilka shotów przyniesionych przez bruneta. Czas mijał nieubłaganie szybko, bawiłam się naprawdę świetnie. Wraz z Dani, przecisnęłyśmy się przez tłum ludzi by znaleźć się na mniej zatłoczonej części parkietu. Zamknęłam oczy i pozwoliłam muzyce przejąć nade mną kontrolę. Nawet nie zorientowałam się kiedy, tańczyłyśmy do nieświadomej ilości piosenek, a moje nogi powoli odmawiają posłuszeństwa. Po wypiciu kolejnych dwóch drinków, zaczęłam czuć niesamowitą lekkość, a uśmiech na twarzy pojawiał mi się dość często.
Kiedy muzyka zwolniła, miałam zamiar zejść z parkietu, tak jak zrobiła to Danielle chwilę temu. Lecz na swoim nadgarstku poczułam uścisk i zostałam przyciągnięta tak że moje plecy przylgnęły do torsu, a duże dłonie zostały ułożone na mojej talii.
- Niesamowicie pięknie dziś wyglądasz - wychrypiał Harry tuż do mojego ucha, delikatnie drażniąc płatek ucha swoim oddechem.
Nie odpowiedziałam nic, tylko zaczęłam ruszać się w rytm muzyki. Chłopak wydawał się być lekko zaskoczony tym z jaką klasą potrafię się ruszać - absolutnie hipnotyzująco. Były to proste i subtelne ruchy, jednak wprawiały w zachwyt Harry'ego, wydawał z siebie ciche pomruki kiedy oparłam głowę na jego ramieniu i poruszałam wolniej biodrami. Alkohol zawsze dodawał mi więcej odwagi. Niemalże krzyknęłam kiedy chłopak odwrócił mnie i jego gorące usta zderzyły się z moimi. Wsunął język między moje wargi i natychmiastowo zaczął nim pracować. Oddychałam coraz ciężej, kiedy podczas pocałunku chwycił moje włosy w wplątał w nie swoje palce, lekko ciągnąc. Nasz pocałunek szybko przerodził się w bardziej namiętny. Jego dłoń powędrowała w dół moich pleców dotykając nagiej skóry. Przyciągnął mnie bliżej siebie, pragnąc jeszcze większej bliskości, przylgnął do mnie biodrami, na co jęknęłam w usta. Poczułam jak delikatnie się uśmiecha. Odsunął włosy na jedną stronę i złożył mały pocałunek, na gorącej skórze mojej szyi.

Mogę przyznać, że ten dzień był najlepszy w moim życiu. Już nic nie było mi do szczęścia potrzebne, tylko jego obecność, przy której czułam się tak niesamowicie.




sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 19.

Weszłam do salonu, zatrzymałam się przy lustrze spoglądając w swoje odbicie. Czarna, prosta sukienka zdobiła moje ciało, na ramionach widniał czarny płaszcz, a ciemno ciemno-czekoladowe włosy opadały na lewe ramie. Chwyciłam pod rękę małą, także czarną kopertówkę i ruszyłam w głąb salonu. Naprzeciw mnie stał Harry w czarnym garniturze. Wpatrywał się bez celu w krajobraz za oknem. Stanęłam obok niego, miał widocznie mocno zaciśniętą szczękę, starając się nie uronić łzy. Położyłam rękę na jego plecach, delikatnie pocierając:
- Harry, jesteś gotowy? - szepnęłam - Louis już na nas czeka w samochodzie - oznajmiłam.
Odwrócił się w moją stronę i wlepił swój pusty wzrok we mnie. Na jego twarzy malował się okropny ból, oczy miał podkrążone i zaczerwienione, straciły swój dawny blask i pełnie życia, teraz znajdowała się tam pustka i zmęczenie. Chwycił z oparcia krzesła czarny płaszcz, wsuną na nogi buty i chwycił mnie za rękę. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy pospiesznie na pogrzeb Anne Styles.


Ceremonia dobiegała końca. Razem z Harrym staliśmy, tak jak poprosił na uboczu. Nie chciał widzieć trumny swojej matki wkładanej do grobu, sprawiało to że czuj się bezradny, bezsilny, nic nie mógł już zrobić ani cofnąć czasu. Przed grobem w pierwszym rzędzie stał mężczyzna i sporo od niego niższa dziewczyna. Była to na pewno Amy, siostra Harry'ego o której mi kiedyś opowiadał, oraz ojciec. Mężczyzna obejmował drobną dziewczynę, która cały czas płakała wtulając się jego klatkę piersiową. Ludzi na pogrzebie zjawiło się dosyć sporo, rodzina, przyjaciele, znajomi. Wszyscy stali z głowami spuszczonymi w dół, każdy trzymał w dłoni czerwoną róże, by później wrzucić ją do grobu. Harry nie chciał z nikim rozmawiać, nie chciał widzieć już tych wszystkich współczujących spojrzeń w jego stronę. Gdy wszyscy się rozeszli, Harry jak wyrwany z transu podszedł i przykucnął nad grobem Anne, ułożył bukiet kwiatów na samej górze. Wstał i wpatrywał się nagrobek, przystanęłam tuż obok niego i chwyciłam go za dłoń, splątując nasze palce razem dodając mu odrobinę otuchy. Otuliłam się mocniej szalem wokół szyi, gdyż wiatr wzmagał się coraz bardziej. Nikogo oprócz nas nie było w tej części cmentarza. Słychać było tylko co chwilę szumy liści i nic poza tym. Louis zaraz po zakończeniu musiał udać się z powrotem do domu, więc zostało nam wrócenie do mieszkania taksówką lub pieszo. Przez ten czas gdy staliśmy nad grobem, zastanawiałam się co ja właściwie tu robię. Kim w ogóle jest dla mnie Harry? Kim my jesteśmy?
Jest przyjacielem, chyba tak mogę nazwać to co jest pomiędzy nami obojga. To co dla mnie zrobił, to jak się o mnie troszczył, to..to jest przyjaźń. Nic więcej.

Staliśmy już tu dobrą godzinę, Harry ani drgnął, ciągle wpatrywał się w jeden punkt, co chwila pociągając nosem. Powoli zaczął zapadać zmrok, a my musieliśmy jeszcze jakoś wrócić do domu. Jeszcze nigdy w życiu nie zmarzłam tak jak teraz. Było mi okropnie zimno, cała się trzęsłam.
- Harry, chodźmy już - ścisnęłam mocniej jego dłoń - zaczyna się ściemniać. Przyjdziemy jutro.
Odwrócił się i przytaknął głową. Jego wyraz twarzy był nadal obojętny i nie wyrażający żadnych uczuć.
Przyciągnął mnie do siebie i objął ręką w tali gdy szliśmy w kierunku postoju taksówek, które znajdowały się parę metrów za cmentarzem. Gdy już mieliśmy wejść do pojazdu, ktoś szarpnął mnie za ramię, spojrzałam za siebie i zobaczyłam elegancko ubranego mężczyznę, wyglądał dość młodo, może parę lat starszego ode mnie.
- Pani Melanie Gray? - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Tak - odpowiedziałam zmieszanym głosem.
- Świetnie - wyciągnął rękę w moją stronę - Maynard, Conor Maynard - uścisnęłam jego dłoń, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Coś się stało? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Nie, oczywiście że nie - uśmiechnął się - Chodzi o pani pracę, a dokładniej o kurs - zaskoczenie na mojej twarzy było jeszcze większe. Kurs? Czego?
- To nie jest teraz odpowiedni czas by o tym rozmawiać - powiedziałam wsiadając do taksówki, a zaraz po mnie dołączył Harry.
- Proszę poczekać, to jest bardzo ważne, szef nalegał. To jest mój numer telefonu, nich pani jutro zadzwoni, to jest pilna sprawa - podał mi świstek papieru zanim drzwi zamknęły się z trzaskiem.
- Kto to? - zapytał Harry, chociaż dokładnie słyszał jak się przedstawiał.
- Nie znam go - odpowiedziałam wlepiając wzrok w szybę.
Gdy taksówka ruszyła, nie zauważyłam kiedy moja głowa zrobiła się ciężka i opadła na ramię Harry'ego zatapiając się w błogim śnie.



Obudziłam się i rozglądając się po pokoju, w którym się znajdowałam, przypomniałam sobie tylko to jak wtulałam się w ramię Harry'ego. Kiedy próbowałam się ruszyć, uniemożliwiała mi ręką owinęta wokół mojej tali. Spojrzałam na zegarek stojący na stoliku tuż obok łóżka. Było po dziesiątej, promienie słońca przedostawały się do sypialni jak myślę Harry'ego. Już raz tu byłam. Wyswobodziłam się z uścisku i znalazłam swoją sukienkę, razem z płaszczem i kopertówką wiszącą na krześle. Czekaj. Co? W czym ja w taki razie spałam?
Popatrzyłam na swoje ubranie, szara, duża koszulka sięgająca mi do połowy ud. Na samą myśl o tym że Harry musiał mnie rozbierać do samej bielizny sprawiło, że się cała zarumieniłam. Musiałam mieć mocny sen skoro się nie obudziłam.
Chwyciłam materiał i weszłam do łazienki, która była u chłopaka w pokoju. Przebrałam się, a kiedy wyszłam z pomieszczenia Harry'ego już nie było. Odłożyłam bluzkę na komodę i wyciągnęłam z torebki telefon, żadnych nowych powiadomień. Gdy miałam już chować urządzenie, przypominałam sobie o mężczyźnie, mówiącym żebym do niego zadzwoniła. Znalazłam karteczkę z jego numerem we wnętrzu płaszcza i wykręciłam jego numer. Kiedy odebrał, powiedział, że to jest dłuższa rozmowa i raczej nie przez telefon, tak też umówiłam się z nim w kawiarni Kaffeine o dwunastej. Nie miałam pojęcia o jakie szkolenia chodziło, ale musiałam tam pójść żeby się dowiedzieć, prawda?
Gdy znalazłam schody, zeszłam na dół i zobaczyłam Harry'ego w kuchni zaparzającego dwie herbaty.
- Dzień dobry - przywitałam się siadając przy wysepce kuchennej.
- Cześć - odpowiedział chłopak, stawiając ciepły napój przede mną i usiadł obok.
- Chcesz coś zjeść? - zapytał ochrypłym głosem i lekko uniósł kąciki ust, zmuszając się do uśmiechu.
- Nie dziękuję, zjem w domu - powiedziałam, popijając ciepłą ciecz.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, pijąc herbatę.
- Muszę już iść - odparłam, gdy dokończyłam swój napój. Skierowałam się w stronę wyjścia.
- Przyjadę po ciebie wieczorem, musimy porozmawiać - skinęłam głową - Uważaj na siebie - dodał.
Pożegnałam się z Harrym i ruszyłam w kierunku domu. Kiedy tam dotarłam zjadłam szybkie śniadanie i zaczęłam się przygotowywać na spotkanie z niejakim Conorem.


O równej dwunastej stałam pod małą kawiarenką. Nie czekałam długo, chłopak pojawił się chwilę po mnie.
- Witaj - uśmiechnął się podając mi dłoń, bym ją następnie uścisnęła.
Odwzajemniłam uśmiech i weszliśmy do środka. Panowała tu cudowna atmosfera, po całej kawiarni roznosił się piękny zapach kawy. Wszystko było w odcieniach brązu i bieli, idealnie ze sobą współgrało. Siedliśmy przy stoliku koło okna. Po chwili podeszła do nas miło wyglądająca kelnerka.
- Dzień dobry, co dla państwa? - zapytała z szerokim uśmiechem na ustach.
Conor spojrzał na mnie, czekając na to co powiem.
- Coffee latte poproszę - powiedziałam
- Dla mnie to samo - dodał chłopak
Kiedy dziewczyna odeszła, zapytałam o to co chodziło mi od samego początku po głowie.
- I kim jesteś? I o jakie kursy chodzi? - wypaliłam.
- Jestem zastępcą kierownika, a dokładniej się jeszcze uczę. Za niedługo będę już pełnił oficjalnie tą funkcje - zaczął - Szef poprosił mnie żebym wytłumaczył ci o co w tym chodzi i kiedy odbywa się pierwsze spotkanie - dokończył, w momencie kiedy kelnerka przyniosła zamówienie.
- Państwa Coffee latte - położyła przed nami gorące napoje i odeszła.
- Więc słucham - odparłam popijając łyk kawy.
- Każdy z pracowników pracujący w tym miejscu pracy co ty przechodzi szkolenie, są to nowe procedury, które zostały wdrożone parę dni temu.
- Czego one będą dotyczyły? Jak wykładać na półki nowy towar? - zażartowałam.
Mężczyzna udawał nie wzruszonego, chwycił szklankę z kawą i upił łyk.
- Nie, panno Gray, dotyczące rachunkowości. Przejdzie pani szkolenie pod moim okiem.
- Oh, rozumiem - wyjąkałam - Kiedy to się zaczyna?
- Od jutra, przez miesiąc.
- Co? Dlaczego tak długo? - nie będę traciła czasu na tego typu 'kursy'
- Takie są teraz wymagania i procedury, mówiłem już pani - jego surowy ton głosu powodował gęsią skórkę.
- Gdzie to wszystko będzie się odbywać? - zadałam kolejne pytanie
- Jeszcze to nie jest ustalone, wszystko będzie wiadome jutro.
Coś mi tutaj nie pasowało, kierownik o żadnych szkoleniach nie wspominał, a rozmawiałam z nim dwa dni temu, na pewno by mi o ty wspomniał. Nie słyszałam także żeby zatrudnił jakiegoś nowego pracownika. Może Danielle będzie coś więcej wiedzieć.
Przytaknęłam głową i dokończyłam pić swoją kawę. Czas zleciał tutaj zleciał nieubłaganie szybko.
- Dziękuję za spotkanie Melanie - wstał i podszedł do lady, przy której stała kelnerka i zapłacił.
Ubrałam się i chwyciłam swoją torbę, wyszłam razem z Conorem na zewnątrz. Zrobiło się niewyobrażalnie chłodno i zaczął wiać wiatr.
- Do zobaczenia jutro - pożegnał się i odszedł.
Parę sekund później rozległo się brzęczenie telefonu, w kieszeni mojego płaszcza. Odblokowałam urządzenie, a na ekranie widniała widomość od numeru zastrzeżonego, kiedy odczytywałam treść, moje przerażenie z każdym czytanym słowem rosło coraz bardziej.


         'Uważaj na ludzi z którymi się spotykasz, nigdy nie wiadomo, kim tak naprawdę są.
                              Ps. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem, skarbie.'



_______________________________________________________
Jeśli nie jesteś informowany/a o nowych o rozdziałach a chcesz to zastaw swoją nazwę z Twittera w komentarzu w zakładce 'Informowani' a cię tam dodamy.
Mamy nadzieję że rozdział wam się spodobał i liczymy na waszą opinie x

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 18.

Stałam zaszokowana nie mogąc wydusić z siebie choć jednego słowa. Nie wiem co teraz mam o tym wszystkim myśleć. Harry złapał mnie za dłoń i weszliśmy do środka. Louis uśmiechał się w naszą stronę, bacznie przyglądając się temu co robi Harry. Był zaszokowany tak samo jak ja. Powiedział tylko w moją stronę bezgłośne 'dziękuję'
- Lou, przenocujemy u ciebie - odparł w końcu Harry, ciągnąc mnie tuż za sobą po schodach na górę
Chłopak skinął tylko głową i zniknął z mojego pola widzenia. Weszłam do jakiegoś dużego, ciemnego pomieszczenia. Moje oczy przez chwilę musiały się przystosować do panującego tu mroku. Jedynym światłem była smuga księżycowa wpadająca przed duże okno, na przeciwko mnie.
- Harry? - szepnęłam kiedy nie dostrzegłam nigdzie chłopaka.
- Tutaj jestem - powiedział włączając lampę stojącą koło łóżka.
Pokój był w ciemnych kolorach, wielkie łóżko stało po lewej stronie, obłożone kilkanastoma poduszkami. Długie, masywne zasłony zwisały z okien, chroniąc jednocześnie dostanie się światła do pomieszczenia. Stałam jak zahipnotyzowana, jeszcze nie widziałam tak pięknie ustrojonego pokoju.
Przeniosłam wzrok na Harry'ego w momencie kiedy jego spodnie lądowały na ziemi, a koszulka już dawno tam dołączyła. Zachłysnęłam się powietrzem widząc chłopaka w samych bokserkach.
- Co ty robisz? - zapytałam się z drżącym głosem
Śledziłam każdy jego ruch, kiedy podniósł ubrania i rzucił je niedbale na sofę, znajdującą się po drugiej stornie pokoju. Och.
- Rozbieram się - powiedział obojętnym tonem - Nie zamierzam spać z ciuchach - dodał, wspinając się na górę ustawionych w rząd poduszek - Tobie też radzę zdjąć to - wskazał palcem na moje ubranie.
Spojrzałam na siebie, czarne spodnie, kremowa bluzka i czarny płaszcz.
- Ja- ja mogę w tym spać - jąkam się
- Okej, skoro chcesz czuć się niewygodnie to jasne - stałam przyglądając się chłopakowi - Ale zawsze możesz możesz spać w bieliźnie lub wziąć moją koszulkę - puścił mi oczko i uśmiechnął się cwaniacko. Co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem.
Stłumiłam w sobie śmiech i po chwili zastanowienia się postawiam ubrać koszulkę Harry'ego. Może zapomnieć o tym, że będę spała w bieliźnie, może jedynie pomarzyć.
Czuję na sobie jego nieustanny wzrok na sobie, kiedy sięgam bo bluzkę. Stojąc do niego tyłem zdejmuję płaszcz. Proszę Harry'ego żeby się odwrócił, jednak wiem że i tak tego nie zrobi.
- Odwróć się, proszę
- Nie - wzdycham
- Dlaczego nie?
- Chce cię zobaczyć - moja irytacja rośnie coraz bardziej
- Harry! - niemal krzyczę
- Nie - odpowiada, zadowolony z siebie
Biorę głęboki wdech. Nie dając mu dużej satysfakcji przebieram się w mgnieniu oka. Odkładam swoje wszystkie rzeczy na kanapę. Pachnę Harrym, zapach perfum jest przesiąknięty całym nim. Chłopak mierzy mnie wzrokiem, od dołu do góry. Czuję wypieki na swoich policzkach, spuszczam głowę w dół i idę w kierunku łóżka.
- Chodź tutaj - mówi i odchyla skrawek pościeli, kiedy wchodzę pod nią.
Leżę twarzą w stronę Harry'ego i patrzymy sobie prosto w oczy, widać w nich czysty ból, nic więcej. Stara się z tym walczyć, ale nie udaje mu się to. Oczy są podpuchnięte i całe czerwone, wargi suche i popękane. Wygląda na wykończonego. Układa usta u lekkim uśmiechu i gasi światło, układając się bliżej mnie. Obejmuje mnie ramieniem i całuję delikatnie mój policzek. Czuję jak całe moje ciało drży pod jego dotykiem.
- Ślicznie wyglądasz w moich ubraniach, Melanie - mówi a uśmiech mimowolnie maluję się na moich ustach.
- Śpij Harry, miałeś ciężki dzień
- Dobranoc księżniczko

                                                                    
                                                                            ***

Śpiew ptaków za oknem sprawił, że moja głowa w każdej chwili może eksplodować. Wykrzywiłem twarz w grymasie zdając sobie sprawę z tego, że za dużo wczoraj musiałem wypić i teraz moja głowa nie wytrzymuje. Zacisnąłem mocniej powieki chcąc pozbyć się trochę tego uciążliwego bólu, ale na nic się to nie zdało. Przekręciłem się w bok, ale nie dostrzegłem nikogo oprócz siebie samego. Melanie musiała wyjść. Otworzyłem powoli oczy, mrużąc je momentalnie. Wstałem z łóżka i skierowałem się do łazienki by wziąć prysznic. Wszedłem do kabiny i puściłem chłodną wodę od razu się orzeźwiając. Czułem się pobudzony, przez kontakt wody z ciepłą skórą.
Wspomnienia z ostatnich wieczorów wracają. Zachłysnąłem się powietrzem, przypominając sobie dokładnie jak to szybko się działo. Śmierć matki, tylko to nieustannie krążyło mi w głowie. Zostały tylko wspomnienia nic więcej. Nic.

- Prezenty! - wykrzykuje sześciolatek biegnąc schodami w dół, do salonu w której stoi wielka choinka. W oczach tańczy podekscytowanie, radość i szczęście. Chwyta jedną paczkę i w pośpiechu zrywa błyszczącą, kolorową folię.
- Mamo, mamo zobacz! - krzyczy drobny szatynek z wijącymi się na całej głowie loczkami - Patrz co Mikołaj mi przyniósł - skacze w kółko, trzymają  wysoko zabawkę w dłoniach
- Podoba ci się? - pyta kobieta z szerokim uśmiechem na ustach
- Tak - krzyczy, biegając wokół niej, udając samolot
- Kocham Cię mamusiu - zatrzymuję się i daje soczystego buziaka w policzek
- Też Cię kocham Haz

Otrząsnąłem się ze wspomnień i wyszedłem z prysznica, ocierając swoje ciało puszystym ręcznikiem. Ubrałem na siebie świeże ubrania. Często przebywałem u Louisa, więc były tu i także moje ciuchy. Przeczesałem dłońmi, wilgotne jeszcze włosy i wszedłem z powrotem do pokoju.
Oparłem się plecami o ścianę i zjechałem po nie plecami w dół, siadając na podłodze. Podkurczyłem nogi pod siebie i ukryłem twarz w kolanach. Czułem się bezsilny. Zamknąłem oczy.

Szczupłe ramiona matki, owijają się, otulając dziecięce ciało.
- Mamusiu, zaśpiewaj mi coś - prosi chłopczyk
Z ust brunetki wypływają melodyjny głos, kołysanki.
- Słoneczko gasi już złoty blask. Za chwilę niebo błyśnie czarem gwiazd. - trzymając w ramionach swój cały świat, nuci słowa piosenki - Dobranoc, dobranoc...
Chłopiec uśmiecha się i już po chwili małe oczka się zamykają.
Kobieta całuję rumiany policzek i przykrywa chłopca
- Kocham Cię

Już nigdy nie zobaczy jej uśmiechu
Już nigdy nie zaśpiewa mu kołysanki
Już nigdy nie utuli go w swych ramionach
Nie pokarze mu jak kochać

Moje powieki zacisnęły się coraz bardziej, a ciało drżało niekontrolowanie. Otaczała mnie ciemność, ogromna dziura, pustka. Palenie w klatce piersiowej się nasilało i brakowało mi powietrza, kiedy zacząłem się krztusić łzami. Ogromny ból, rozrywał mnie od środka.

Otoczyły mnie drobne ramiona w których ginę. Czułem się niczym bezbronne dziecko. Wtuliłem się w klatkę piersiową, a słone łzy spłynęły po moich policzkach niekontrolowanie. Gładziła dłonią po moich włosach, chcąc dodać choć odrobinę otuchy, chociaż wiedziała, że i tak to na nic się nie zdaje. Moje serce powoli zwalniało, z moich ust wydobywało się szlochanie. Zacieśniła uścisk wokół mnie, chcą oddać mi trochę ciepła, widząc kiedy się cały trząsłem.
- Harry - jej usta stykały się z płatkiem mojego ucha, kiedy delikatnie je całowała - wszystko będzie dobrze - powiedziała spokojnie
- Nic nie będzie takie samo, nie będzie dobrze. Nic nie wiesz, Melanie - powiedziałem załamującym się głosem
- Znalazłam się w takiej samej sytuacji parę lat temu, Harry - przerwała zastanawiając się co powiedzieć - Chce ci tylko pomóc.
- Dziękuję, dziękuję że przy mnie jesteś - powiedziałem, całując ją w policzek
- Zawsze będę



_____________________________________________________________
Naprawdę przepraszamy, że rozdział pojawił się teraz, po tak długiej przerwie.
Mamy nadzieję, że wam się choć trochę podobało i dziękujemy że czytacie i komentujecie. Sprawia nam to ogromną radość. I jest już prawie 30 tysięcy wyświetleń. WOW! Dziękujemy xoxo

EDIT: Rozdział kolejny pojawi się jeśli będzie przynajmniej 20/30 komentarzy.
Naprawdę nie jest nam miło wstawiać tego typu limity. Z ankiety wynika że czyta tego bloga, aż 109 osób! I jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, więc byłoby nam bardzo miło gdybyście wyrazili swoją opinię, choć jednym zdaniem.

sobota, 26 października 2013

Rozdział 17.

Poruszamy się dość szybko przemierzając przez miasto bez żadnych utrudnień. Okolica zaczyna się stopniowo zmieniać. Przed sobą widzę duże domy z ogromnymi ogrodami, niczym rezydencje. Jeden stoi obok drugiego. Nawigacja pokazuję, że za następnym domem będzie mieszkanie Louisa, do którego zmierzałyśmy. Danielle zaparkowała na dość sporym parkingu przed jego domem.
- Iść z tobą?- odezwała się Dan, kiedy wyłączyła silnik i odwróciła się w moją stronę
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie - uśmiechnęłam się do niej blado i pozbierałam swoje rzeczy
- Dziękuję, odezwę się do ciebie później - pocałowałam w policzek zdezorientowaną dziewczynę i wyszłam z samochodu.
Przycisnęłam torbę bliżej siebie i stanęłam niepewnie rozglądają się dookoła. Dom przede mną był ogromny a ogród niesamowicie piękny, małe lampki był porozstawiane w różnych miejscach oświetlając rośliny. Przyglądałam się najmniejszemu szczegółu, który mogłam dostrzec w tym półmroku, krzewy idealne przycięte tworzące niesamowitą kompozycje, wszystko ze sobą współgrało. Po chwili ruszyłam wąską ścieżką do drzwi wejściowych. Odwróciłam się za siebie ale już nie dostrzegłam tam auta Danielle, której się nadal spodziewałam. Odjechała, może to i dobrze. Wróciłam wzrokiem na duże mahoniowe drzwi stojące przede mną i ruszyłam w ich stronę. Z obawą zapukałam, niby czego mogłam się tam spodziewać? Nie mam bladego pojęcia i to mnie najbardziej w tym wszystkim przerażało. Minęło parę sekund a przede mną pojawiła się burza brązowych włosów Louisa. Uśmiechnął się i pokazał gestem ręki żebym weszła do środka. Dziwnie było patrzeć na niego, bez tego idealnie skrojonego garnituru, włosów zaczesanych w seksowny sposób. Stał teraz w spodniach dresowych, rozciągniętej koszulce i włosach oklapniętych na czoło. A kilkudniowy zarost rzucał się od razu w oczy.
- Nareszcie jesteś. Dziękuję, że przyszłaś Melanie.
- O co chodzi? Powiesz mi wreszcie - wydyszałam tak jakby po przebiegnięciu co najmniej stu kilometrów. Obawiałam się tej odpowiedzi, miałam co do tego złe przeczucia.
Louis zignorował moje pytanie i ruszył o ile się nie mylę do kuchni. Zdesperowana podążyłam za nim, dlaczego nie chce mi do cholery jasnej powiedzieć? O co tu chodzi? Z moich ust wydostało się jęknięcie. Stanęłam przy wysepce kuchennej i wpatrywałam się w Louisa. On zaś obszedł ją i postawił obok mnie szklankę z wodą. Usiadł na stołku, ja zrobiłam to samo i  czekałam aż w końcu zacznie mówić, bo miałam już tego wszystkiego dość i stwierdziłam, że nie potrzebnie tu przyjechałam.
- Gdzie jest Harry? Po ci miałam tu przyjechać? - wypaliłam z zaciśniętymi zębami
- Jest agresywny i pijany. Naprawdę przesadził z alkoholem, nie mogę go powstrzymać. Nic nie mogę zrobić, rzuca, rozbija wszystko co mu tylko podpadnie pod ręce. - wzdycha
- Jeśli ty nie możesz z tym nic zrobić to dlaczego sądzisz, że ja to mogę? - zapytałam pociągając łyk wody ze szklanki.
- Nie wiem, pierwsze co pomyślałem, że jedną z bliższych osób dla Harry'ego jesteś ty. Mogłabyś chociaż spróbować go uspokoić? - przeczesał włosy palcami i zawiesił na mnie wzrok.
- Jak już tu jestem to tak. Gdzie on teraz jest?
- W ogrodzie na zewnątrz - powiedział, kiedy już wstałam - Ale musisz jeszcze coś wiedzieć zanim do niego pójdziesz - dodał
- Słucham - przystanęłam opierając się jedną ręką o krzesło, na którym przed chwilą siedziałam
Wziął głęboki oddech zaciskając mocno powieki i otwierając je mrugając jednocześnie, tak jakby miał zapobiec wydobyciu się z pod nich łez. Przez chwilę wahał się czy powiedzieć czy nie, ale w końcu się przełamał.
- Chodzi o Mamę Harry'ego...- nie dokończył bo ja mu przerwałam
- Co z nią? - niemal krzyknęłam
Zamilkł i nie powiedział już nic. To dało mi jedyną opcje jaka przychodziła mi na myśl. Nie. Nie. To nie może być prawda. Gdybym teraz nie podtrzymywała się tego krzesła, to na pewno leżała bym na podłodze. Zmrużyłam oczy i podniosłam wzrok na Louisa.
- Czy...czy ona..nie żyje? - zająkałam się wypowiadając każde słowo oddzielnie
- Tak - odparł z trudem chłopak - Chciał do ciebie zadzwonić, żebyś do niego przyjechała - przełknęłam głośno ślinę. Rosnąca w moim gardle gula uniemożliwiała mi mówienie.
Louis podniósł wzrok nade mnie. Odwróciłam się zobaczyć na co patrzy. Dostrzegłam przed sobą Harry'ego, stał dosłownie za mną. Jego oczy były mocno przekrwione, można było wyczuć od niego nieprzyjemny odór alkoholu.
- Jak się tu dostałaś? - zapytał nie patrzą na mnie
- On...Louis po mnie...- przerwał mi ciągnąc mnie za siebie
- Zadzwoniłeś po nią kurwa? Mówiłem ci wyraźnie żebyś tego nie robił - wysyczał wściekły
Chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę szklanych drzwi, otworzył je i wepchnął za nie. Rześkie powietrze owiało mnie całą, stanęłam w mroku i odwróciłam się by znaleźć Harry'ego. Nie było go. Rozglądnęłam się dookoła i dostrzegłam tylko czerń przed, za, obok siebie.
- Nie potrzebnie tu przyszłaś - czuję jego wzrok na sobie, ale nie mogę go dostrzec.
- Chcę ci tylko pomóc, Harry
- Pomóc? - roześmiał się - W czym chcesz mi pomóc? - zakpił ze mnie
- Jesteś pijany - wymamrotałam
- No i co? Nie wypiłem dużo. - powiedział i słyszałam tuż obok jak szklana butelka ląduje na ziemi
- Dlaczego nie powiesz mi co się stało? Dlaczego się tak zachowujesz? - mówiłam idąc w stronę dobiegających dźwięków.
Słyszałam tuż przed sobą wzdychnięcie.
- Nic nie rozumiesz, Mel. To nie jest tak jak ci się wydaje - mówił powoli
- To jak. Powiedz mi - nie spodziewałam się, że w ogóle zacznie mówić
- Moja matka, ona...
- Harr... - przerwał mi po raz kolejny,
- Nie! Daj mi dokończyć - wziął głęboki wdech i kontynuował
- Ona nie żyje. Umarła dziś nad ranem. Nie mogłem przy niej być, nie dałem rady. Zawsze kiedy tylko mnie potrzebowała byłem, zawsze. Nawet kiedy chodziło o jakąś błahostkę - powtórzył jakbym nie dosłyszała -  Ale teraz kiedy umierała, nie. Nie zdążyłem dojechać do tego cholernego szpitala, w którym była. - jego głos z każdym wypowiedzianym słowem się załamywał. - Nie zdążyłem - szepnął
Postawiłam jeszcze parę kroków i stanęłam już przed Harrym, który opierał się o ścianę ze spuszczoną głową. Nie wahałam się ani chwili, przyciągnęłam go do siebie najmocniej jak tylko potrafiłam. On oplótł moje ciało swoimi szerokimi ramionami i pocałował mnie w skroń. Wtulił się w moje ramie i przyciągnął mnie bliżej siebie. Czuję jak jego serce powoli spowalnia i się uspakaja. Trzymał mnie tak mocno jakby się bał, że zaraz się rozpłynę i zniknie. Jego ramiona były jak mury. Chroniące mnie przez całym złem, jakie nas wszystkich otaczało.
- Jesteś moja. Nigdy o tym nie zapomnij - wyszeptał cicho, a moje serce się momentalnie zatrzymało.
- Za wszelką cenę, chcę cię chronić Melanie - powiedział splatając nasze palce razem - Zrobię wszystko, żebyś była bezpieczna.
- Nawet zabijesz kogoś? - zapytałam zaszokowana.
Pokiwał twierdząco głową
- Co jest dla ciebie aż tak ważne, że jesteś w stanie kogoś zabić? - zapytałam przerażona.
- Ty, Melanie


______________________________________________________
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz. Dla ciebie to tylko sekunda, a dla nas to naprawdę wiele znaczy i daję niesamowicie wielką motywację do pisania.

piątek, 11 października 2013

Rozdział 16.

Wstałem z łóżka i czekałem, aż Louis powie w jakiej sprawie przyszedł.
- Zajmę wam tylko chwilę, chcę porozmawiać z Harrym - powiedział po czym skinął głową, dając jednocześnie znać żebym szedł za nim.
Wyszliśmy z pokoju, zostawiając tam zdezorientowaną Mel. Zamknąłem za sobą drzwi i odwróciłem się przodem do przyjaciela.
- O co chodzi? - spytałem opierając się o ścianę
- Nie mamy za dużo czasu, Harry. Trzeba działać jak najszybciej - stanąłem zaszokowany
- Macie już coś? - zapytałem
- Próbujemy wyciągnąć od niego jakieś informacje ale siedzi cicho. Nie chce zdradzić nic. Gdzie jest i co robi Mark - westchnął - Nie możemy też przewidzieć jak daleko może się posunąć. Przeglądałem jego kartę, był kilkakrotnie karany. Na początku było to drobne rzeczy, ale każdy kolejny jest coraz gorszy, można się spodziewać wszystkiego po nim - dokończył.
- Coś jeszcze? - mówię twardym tonem
- Wiemy jeszcze, że ma swoją grupę, którą kieruje. Nie możemy tego określić ile osób się w niej znajduje. Dwie, trzy, czy dwadzieścia - mówi - Przypuszczamy, że teraz jest niedaleko obrzeży miasta, to wszystko co na ten czas wiemy - kiwam głową
- Zapytaj Melanie, czy czegoś nie wie. Te informacje niezbędnie by się nam przydały - dodaje i wyciąga telefon - Musimy się dobrze zastanowić jak to wszystko rozegrać. To nie będzie takie proste. Muszę iść, uważajcie na siebie.
- Informujcie mnie jeśli czegokolwiek się dowiecie - dodałem gdy odchodził.
Wróciłem do pomieszczenia, zastając zdziwioną Mel.
- Wszystko w porządku? - pyta, kiedy siadam koło nie na łóżku
Opowiadam jej wszystko to co powiedział mi Louis. O tym, że udało mu się złapać wspólnika Marka i teraz próbują wyciągnąć z niego jakiekolwiek informacje. Zadaje jej pytania tak jak prosił mnie o to Lou, ale ona sama też za wiele nie wie. Oprócz tego, że babcia Lucy coś kiedyś napomknęła o Marku ale szybko zmieniła temat. Trzeba będzie dowiedzieć czegoś od niej jak tylko wróci. Czyli jest cień szansy na to, że go znajdziemy.



- Muszę już naprawdę iść - powiedziałam wstając z łóżka - Danielle mnie odprowadzi, nie martw się - dodałam chwytając za klamkę od drzwi.
- Jak mam się nie martwić kiedy coś takiego działo się na moich oczach - wskazał na mnie 
- Harry, spokojnie. Odprowadzę ją do domu i zostanę na noc - przerwała nam Dan
- Czekam w samochodzie -  odparła po chwili i wyszła, żegnając się z Harrym
- Jeśli tylko dojedziesz do domu masz do mnie zadzwonić - powiedział Harry przerywając ciszę.
Stanęłam przed nim ze spuszczoną głową, lekko nią kiwając. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak podziękować mu za...za to że ocalił mnie.
Poczułam ciepły dotyk. Harry chwycił mnie za podbródek unosząc moją głowę na taką wysokość, żeby niego spojrzała. Zamrugałam kilka krotnie, starając się nie wybuchnąć płaczem. To wszystko zaczyna mnie przerastać.
- H...Harry, ja nie wiem jak mam ci dziękować. Uratowałeś mi życie - powiedziałam załamującym się głosem. Nie mogłam już dłużej, po moim policzku spłynęło parę słonych łez. Zaciągnęłam się mocniej powietrzem, kiedy Harry przyłożył do mojego policzka swoją dłoń ocierając małe kropelki.
- Dziękuję - wyszeptałam
Nie powiedział nic, zamiast tego pocałował mnie tak, że zaparło mi dech w piersiach.
Przyciągnął moją twarz do swojej, nie zważając na łzy, które z powrotem zaczęły płynąć po moich policzkach. Starał się za wszelką cenę odwrócić moją uwagę od tego co się parę godzin temu wydarzyło. Kiedy otwiera usta mogę poczuć lekki posmak mięty. Jego ciepły język przebiega po moim. Jego ręka przesuwa się w stronę kości policzkowej, delikatnie zawijając moje włosy za ucho. Moje ramiona owijają się wokół jego szerokich ramion by następnie wplątać palce we włosy, lekko ciągnąc. Nie myślę o niczym tylko skupiam się na tym w jaki sposób przyciąga swoje ciało do mojego, sposób w jakim jego miękkie usta smakują moich. Świat zatrzymał się, nic teraz nie jej ważniejsze od tej chwili. Schodzi ustami na szyje, lekko ją szczypiąc i ssąc, zostawiając na niej mokre ślady. Powraca do ust przykładając je ostatni raz, obdarzając je krótkim pocałunkiem. Jestem przygnieciona do ściany i zahipnotyzowana jednocześnie jego zielonymi oczami, które z każą chwilą mnie coraz bardziej wypalają.

                                                                          ***

Dni mijają tak szybko, że zanim zdążyłam się obejrzeć już minął tydzień odkąd ostatni raz widziałam Harry'ego. Nie odzywał się ani, nie pokazywał, ja sama też nie chciałam niczego robić. Może po prosu jest zajęty. Ma chorą matkę, którą się musi opiekować. Odgoniłam od siebie szybko myśli, kiedy Dan przyjechała po mnie.
Starałam się unikać wracania w nocy do domu, dlatego jak na razie kiedy kończę wieczorami swoją zmianę w pracy czeka na mnie Danielle. Odwozi mnie pod samo mieszkanie. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niej, jest wszystkim dla mnie. Zatrzasnęłam za sobą drzwi od auta jednocześnie witając się z przyjaciółką. Zaczęłyśmy od samego początku opowiadać sobie jak nam dzień minął. Śmiałyśmy i żartowałyśmy. Jest dla mnie niczym siostra, której nigdy nie miałam. Sprawia, że każdego dnia mam jeszcze większą chęć do życia. Jest jak narkotyk od którego jest się ciężko uwolnić ale ja nie chce się uwalniać. Minęło może dziesięć minut i byłyśmy już od moim domem. Mogłabym jeszcze przesiedzieć z nią godziny, ale jutro muszę wcześniej wstać żeby pójść na poranny trening a następnie do pracy. Pożegnałam się z Danielle i już miałam wysiadać z samochodu, kiedy w kieszeni mojej kurtki zaczął wibrować telefon. Zmarszczyłam brwi nie znając numeru, który do mnie wydzwania. Po pary sekundach odebrałam połączenie:
- Halo? - powiedziałam niepewnym głosem. Z słuchawki dobiegł szmer jakby zamykanych drzwi.
- Melanie? To ja Louis. - mówi głośno
Zaciekawiona Danielle zaczyna przyglądać mi się z dziwnym wyrazem twarzy, ale staram się zignorować to i skupić na tym co chce ode mnie Louis.
- Wszystko w porządku? - pytam
- Um...nie do końca - skrzywiam się kiedy usłyszałam jak coś upada z wielkim hukiem.
- Co się dzieje Louis? Coś się stało? - pytam twardym głosem
- Nie o mnie chodzi - mówi z przejęciem - Mogłabyś do mnie przyjechać? Jesteś jedyną osobą która może mi teraz jakkolwiek pomóc. To Harry - mój puls zaczyna przyspieszać z jego każdym wypowiedzianym słowem.
- Napisz mi adres - mówię do słuchawki i słyszę kolejny trzask
- Danielle musisz mnie podwieźć - mówię i odwracam głowę jej kierunku. Potrząsa tylko głową i odpala ponownie auto.
Rozłączam się z Louisem i czekam na przyjście wiadomości od niego, po paru sekundach dochodzi do mnie. 'Baker Street 32b' pojadę, kiedy Dan zaczęła już wpisywać odpowiednie literki w nawigacje. Do wyznaczonego celu dzieliły nas jakieś dwadzieścia minut jazdy.  Dlaczego Louis kazał mi do siebie przyjechać? Co jest to związanego z Harym? Nie widzieliśmy się tydzień i ot tak mam już do niego jechać?
Danielle nie odzywała się przez całą drogę, patrzyła tylko na mnie zmartwionym wzrokiem. Posłałam jej pocieszający uśmiech i zapewniłam, że to nic poważnego. Miałam tylko nadzieję, że wszystko jest z nimi dobrze. O jedynej rzeczy, o której teraz myślałam jest dostanie się do Harry'ego.


____________________________________________________________
Jeśli przeczytałeś/aś to skomentuj. Chciałybyśmy zobaczyć ile mniej więcej osób czyta tego bloga.
Nie znamy kolejnej daty dodania następnego rozdziału, ponieważ teraz jest szkoła ale postaramy się najbardziej jak możemy żeby pojawił się on szybko.